Makroekonomia
Inflacja bazowa a ceny żywności: czym różnią się te wskaźniki i dlaczego obydwa są ważne
GUS publikuje kilka miar inflacji. Wyjaśniamy, która z nich mówi o trwałości wzrostu cen, a która reaguje na chwilowe szoki.
Dwa wskaźniki, dwie różne informacje
Kiedy słyszysz, że inflacja wynosi 4,2 proc., zazwyczaj chodzi o wskaźnik CPI — Consumer Price Index, po polsku wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych. GUS liczy go co miesiąc, uwzględniając ceny kilkuset produktów i usług, od chleba po usługi telekomunikacyjne. Waga poszczególnych kategorii odpowiada przeciętnej strukturze wydatków polskich gospodarstw domowych. Problem polega na tym, że CPI jest bardzo wrażliwy na kategorie, których ceny skaczą gwałtownie i nieprzewidywalnie — przede wszystkim żywność i energię. Gdy ceny gazu rosną z powodu kryzysu geopolitycznego, CPI idzie w górę, ale nie oznacza to, że w gospodarce narosła trwała presja inflacyjna. Inflacja bazowa to wskaźnik, który wyklucza właśnie żywność i energię. Pozwala ocenić, czy wzrost cen jest strukturalny i zakorzeniony w całej gospodarce, czy to efekt jednorazowego szoku zewnętrznego. Jeśli inflacja bazowa rośnie przez kilka miesięcy z rzędu, Rada Polityki Pieniężnej ma powód, żeby podnosić stopy procentowe. Jeśli rośnie tylko CPI, a inflacja bazowa pozostaje stabilna, ścieżka decyzji jest mniej oczywista. W Polsce w latach 2022–2023 obydwie miary rosły jednocześnie, co utrudniało diagnozę i zwiększało presję na RPP. Dane Eurostatu pokazują, że podobny problem miało wtedy wiele krajów regionu, choć w różnym natężeniu. Śledzenie obydwu wskaźników jednocześnie daje dokładniejszy obraz tego, czy drożyzna, którą czujesz w sklepie, to zjawisko przejściowe, czy coś głębszego.
